piątek, 25 maja 2018

Żłobek

Decyzję o tym że Nela pójdzie do żłobka podjęliśmy nawet nie wiem kiedy. Oczywiste dla mnie było że chce wrócić do pracy. Niania jakoś mnie nie przekonuje zwłaszcza że nie mamy nikogo z polecenia, no i jednak niania nie zapewni takiego kontaktu z rówieśnikami. Dziadkowie odpadli od razu, moi rodzice są jeszcze czynni zawodowo, a rodzice Ł.  natomiast są już zbyt długo na emeryturze by dać radę z naszym żywym robaczkiem.
 
Już w maju gdy Kornelia miała coś koło miesiąca zrobiłam telefoniczny research po okolicznych placówkach. Tylko tych prywatnych, bo na publiczny nie mamy najmniejszych szans. Byłam naprawdę bardzo zaskoczona tym co usłyszałam. Lista rezerwowa wrzesień 2018 - przypomnę dzwoniłam w maju 2017. Dramat. Wpisałam nas na listę i w sumie zapomniałam o temacie. Jakoś we wrześniu siostra Ł. wspomniała że niedaleko niej otworzyli nowy żłobek i przedszkole. Gdy byliśmy tam na przełomie września i października to działali coś około 2 tygodni. Miejsce wydawało się idealne, więc praktycznie od razu zapisaliśmy Nele od kwietnia 2018.
 
Czas mijał i nadszedł czas aby przyzwyczaić Małą do nowego miejsca i zaczął się dramat. Początkowo byłam z nią kilka razy popołudniu coby szoku dziecko nie dostało. Wybił wtorek 3 kwietnia, Ł. oddał Nele panią opiekunką, a ja płakałam w samochodzie. Ech ciężkie to było. Plan był taki że pierwszy tydzień będzie tam od 8 do 13. Jednak już o 9 zadzwonił telefon, żebym ją odebrała ok 10. Trzeba było zweryfikować plany bo Nela strasznie płakała. Cały tydzień chodziła właśnie na 2 godziny, dopiero ostatniego dnia była poprawa. Bez płaczu ale cały czas na rękach. Przyszedł weekend i w poniedziałek powtórka. Od kolejnego wtorku była już od 8 do 13. I było trochę lepiej. Pięknie tam jadła, zasypiała ale z płaczem, zasadniczo cały czas była taka łkająca. Byłam o krok od podjęcia decyzji rezygnacji z pracy. Panie w żłobku też mówiły że raczej w czarnych barwach to widzą. Wtem Nela się pochorowała. Z nami też się podzieliła choróbskiem. Tak sobie chorowaliśmy dwa tygodnie - tak źle to ja się chyba jeszcze nigdy nie czułam. Postanowiliśmy spróbować jeszcze tydzień. Byłam pełna obaw, a w głowie najczarniejsze scenariusze, ale dziecko me jest przewrotne. Ł. ją zawiózł i było trochę płaczu ale zanim doszedł do auta to Nela już nie płakała. I tak zostało! Zupełnie inne dziecko. Kobiety tam pracujące w szoku były. Teraz to już nawet Nela się nie obraca za nami jak ją zostawiamy, pięknie tam je (mały żarłok z niej o nawet kolegą próbuje podkradać), śpi po 2-3 godziny i sama zasypia co w domu w ciągu dnia się nie zdarza. Jest radosnym, uśmiechniętym Maluchem, a mi kamień spadł z serca!