czwartek, 22 marca 2018

Matczyne rozterki

Za trzy tygodnie minie rok od kiedy codziennie tulę i całuje moją małą Panienkę. Chociaż w  porównaniu do tego noworodka wcale nie jest już taka mała. Przybyło jej kilka kilogramów, i kilkanaście centymetrów. Dorobiła się 4 zębów, a kolejne już rosną. Z małej fasolki która tylko jadła, brudziła pieluchy i spała wyrosła mi charakterna dziewczynka. Mimo, że nie mówi głośno domaga się tego na co ma ochotę. Jest małym żarłoczkiem, do tego stopnia że czasem się przed nią chowam z jedzeniem. Gdy dostanie jakąś przekąskę czy bidon z wodą to zachowuje się tak jakbyśmy ją co najmniej tydzień głodzili. Mamy swoje ulubione rytuały, które tworzą tą magiczną codzienność. Niby niecały rok, a wydaje się jakby wieczność. Pewnie powie to każdy rodzic, ale nie umiem sobie wyobrazić naszego życia bez tego Łobuza, ale dziś nie o tym. Chociaż poniekąd tak.
Dzisiaj o decyzji, którą podjęliśmy jeszcze jak byłam w ciąży, a czas jej realizacji nieuchronnie się zbliża.

Mowa o żłobku i moim powrocie do pracy. Plan jest taki, że Nela idzie do żłobka 3.04, a ja do pracy dwa tygodnie później, co by jej od razu na 7 godzin samej nie zostawić. Już w przyszłym tygodniu idziemy razem popołudniu się tam pobawić, aby się trochę oswoiła, a ja co tu dużo mówić jestem przerażona (fakt iż hormony mi szaleją, bo okres się zbliża wcale nie pomaga). Wiem, że żłobek to nic strasznego. Zresztą tego właściwego szukaliśmy dość długo. Wydaje się być idealny (więcej napisze gdy go już poznamy od środka). Z obserwacji znajomych maluchów widzę ile im daje taki kontakt z rówieśnikami, jak ich rozwój nabiera tempa. A tak z moich własnych przemyśleń to kurczę fajnie jest się chyba pobawić z kimś kto jest podobnych rozmiarów, a nie tylko z dorosłymi. Jednakże boję się, że Kornelia się nie zaadaptuje. Bo gdy jesteśmy w domu to fakt z tatą pięknie się bawi, tata ją karmi i kąpie, ale tylko ze mną zaśnie i tylko u mnie na rękach się uspokoi gdy wydarzy się jakaś ( w jej mniemaniu oczywiście) tragedia. Panie w żłobku mówią, że mam się nie martwić, że takie Maluchy zupełnie inaczej się zachowują gdy nie ma mamy, że wypracuje sobie inny model zasypiania czy radzenia z emocjami. Było by mi pewnie dużo łatwiej, albo widziałabym że nie ma innej opcji gdyby chodziło o aspekt finansowy. Jasne fajnie jest zarabiać, ale Ł. prowadzi swoją firmę i moja pensja w porównaniu z jego dochodem to hmm na przysłowiowe waciki, przynajmniej narazie póki nie zdobędę większego doświadczenia, a doświadczenia nie zdobędę nie wracając do pracy. Zwłaszcza, że w maju rozpoczyna się super projekt w firmie i mam duże szanse go dostać. Jakby nie patrzeć to spędziłam 7 lat studiując, skończyłam dwa kierunki w tym jeden w języku obcym i kurcze strasznie mnie kręci możliwość rozwoju. To jest to co zawsze chciałam robić - chemia laboratoryjna. Ale potem patrzę na tą słodką, śliczną dziewczynkę i już nie wiem czy dobrze robię.

środa, 7 marca 2018

Misz masz

Standardowo do napisania czegoś tutaj zbierałam się milion razy. Tzn w głowie zawsze sobie wszystko ładnie poukładałam coby wieczorem szybko machnąć, a potem nic z tego nie wychodziło. Ach te zęby! Jak sobie pomyślę, że Nela ma ich dopiero 4, no prawie 5 to aż mi słabo. Zęby rosną w bólach strasznych, a ostatnio doszła jeszcze choroba. Na szczęście Panienka już zdrowa, a mi został tylko gigant katar, bo Nelcia zaraziła i mnie i Ł.
Dni ostatnio mamy intensywne, na dniach zacznie się budowa, załatwiam roczek Korneli i szalona ja planuje wrócić do pracy! A dziecko me jest Łobuzem z urodzenia, na milisekundę jej z oczu spuścić nie można. Mały wariat jeszcze nie chodzi, ale staje przy wszystkim i na wszystko próbuje się wspinać. Ostatnio zawisła na krzesełku do karmienia. Mamy takie drewniane z ikei. Złapała się szczebelka na nóżki, wspięła na palce i złapała za tackę i się podciągnęła, prawie zawału dostałam. Po kim ona to ma to ja nie wiem. Ja jako dziecko podobno do szczęścia potrzebowałam tylko ciszy i spokoju, a najlepiej mi było w łóżeczku, bo śpioch ze mnie od zawsze. Pan Ł. natomiast jako dziecko był klasycznym leniuszkiem, grubaskiem który był zbyt leniwy by łobuzować.
AAAA miało być jeszcze o powrocie do pracy, żłobku i wyrzutach sumienia, ale Nela vel Robaczek właśnie się obudziła i płacze w łóżeczku, a same jesteśmy w domu, więc znikam, ale w ciągu kilku dni będzie więcej :)