sobota, 17 lutego 2018

Budujemy dom: projekt, papiery i urzędowe absurdy.

Budowa domu śni nam się po nocach i wylewa uszami, a jeszcze nie ma wybudowanego 1cm muru. Gdybyśmy rok temu wiedzieli ile jest z tym problemów, papierków i wszystkiego innego to pewnie dłużej byśmy się zastanowili czy chcemy dom budować czy kupić już gotowy od dewelopera. Ale od początku.

Działkę kupiliśmy jakieś 3 lata temu. Miasto sprzedawało w dobrej lokalizacji i w dobrej cenie, więc się skusiliśmy. Tym sposobem posiadamy 1300 metrów kwadratowych które jest tylko nasze. Zaraz obok osiedla na którym mieszkamy obecnie.Więc blisko do sklepu, lekarza, a co najważniejsze do szkoły i potencjalnych kolegów dziecka. Mamy znajomych którzy mieszkają w pięknej okolicy, ale co z tego, bo muszą dziecko zawozić do szkoły, na basen, angielski czy do koleżanek i  zasadniczo przeklinają ten swój piękny dom w super miejscu.

Zaraz po narodzinach Nelci zabraliśmy się za projekt. Najpierw przekopaliśmy internet w poszukiwani inspiracji i tym sposobem znaleźliśmy projekt prawie że idealny i to właśnie z nim zgłosiliśmy się do architekta. Wymagał on kilku przeróbek np. zmienialiśmy układ i wielkość okien, z dwóch łazienek na piętrze powstała jedna duża. Wydawało mi się, że to będzie raz dwa i gotowe, ostatecznie całość trwała prawie 5 miesięcy. W między czasie zaczęliśmy ogarniać różne urzędowe sprawy i to było najgorsze.

Oto moje ulubione:
1) Potrzebowaliśmy uzyskać warunki zabudowy z urzędu miasta. Koszt 75 zł, czas oczekiwania 30 dni. Efekt: dostaliśmy wydrukowane 2 kartki A4 z podpisem i pieczątką.
2) Gazownia. Najpierw napisaliśmy pismo o wydanie warunków przyłącza, czas oczekiwania - 30 dni. Później musieliśmy napisać pismo, że akceptujemy warunki i złożyć wniosek o wykonanie przyłącza, czas oczekiwania na odpowiedź - 30 dni ( a gazowania na wykonanie przyłącza ma 18 miesięcy). Gdy już to dostaliśmy  to wystarczyło podpisać umowę i zawieźć do gazowni i tu następuje najlepsze: normalnie się to oddaje i po 30 dni wraca po tą umowę z podpisem i pieczątką osoby u której się ten papier zostawiało (!) , ja poszłam z Nelą więc dostałyśmy od ręki.
3) Wodociągi. Prawie to samo co z gazem, tylko do tego jest jeszcze etap projektowy. Trzeba zrobić projekt wodociągów i kanalizacji na działce, oddać im do akceptacji (tak, tak mają na to 30 dni), później poczekać na podział prac (czyli co leży po naszej stronie, a co po stronie wodociągów) i tym razem mają na to aż 60 dni.
Przy tym wszystkim uzyskanie pozwolenia na budowę to żaden problem, jedno pismo, 30 dni i już :)

Najtrudniejszy z tego wszystkiego był wybór firmy budowlanej, która nam ten dom wybuduje. Mieliśmy kilka poleconych przez architekta i znajomych. Do każdej wysłaliśmy projekt z prośbą o wycenę. I tu standardy są różne. Niektóre firmy przysłały wycene po tygodniu inne po 2 miesiącach, niektóre przysyłały maila który zawierał 2 zdania, niektóre całą ofertę ze szczegółową rozpiską prac. Różnica cen była zawrotna, pomiędzy najtańszą a najdroższą było 300% różnicy. W każdym bądź razie okazuje się że stan surowy otwarty dla każdego znaczy coś innego, więc zwykłe porównywanie cen nie wchodzi w grę. Z racji, że my o tej branży nie mamy pojęcia to zatrudniliśmy inspektora budowlanego, pana Józefa. To właśnie on pomógł nam przebrnąć przez te wszystkie oferty i to on będzie na budowie sprawdzał czy firma robi wszystko tak jak w projekcie, czy nie oszukuje itp. W przyszłym tygodniu będziemy podpisywać umowę na budowę domu i w kwietniu albo maju (w zależności od pogody) nasze nowe gniazdko przestanie istnieć tylko na papierze/