niedziela, 22 października 2017

Zbyt krótka doba

Po powrocie z wakacji (gdzieś miesiąc temu) przestałam panować nad czasem. Na nic czasu nie mam. Tak swoją drogą to wpis o wakacjach się pisze, chyba z 5 razy już do niego siadałam.

Moje przesypiające całe noce dziecko ktoś mi chyba podmienił na drodze Chorwacja-Polska, bo od powrotu ani jedna noc nie była przespana w kawałku. Przeważnie to są 2-3 pobudki. Wiem, że są dzieci u których to jest niewiele, ale my się już przyzwyczailiśmy do trochę innego trybu spania ;) No i Nelcia nie lubi być sama. Gdy leży na ziemi i bawi się zabawkami (ostatnio hitem jest smoczek - ale jako gryzak) i ja siedzę/leże/stoję obok to jest cudnie, wystarczy że zniknę jej z oczu np. schylając się do szafki w kuchni, czy idąc do ubikacji to wrzask jest niemiłosierny. No i nasze dziecko kochane dba o to by tata nie zaspał do pracy i każdy dzień rozpoczynamy przed 6 rano. Pod koniec września zmieniliśmy gondole na spacerówkę i od tego czasu spacery to raczej nie jest nasza ulubiona forma spędzania czasu. Wystarczy dodać że czasem Nela w spacerówce jeździ leżąc na brzuchu bo każda inna pozycja to jest wrzask, płacz i łzy. Natomiast nadal uwielbia wodę, kąpiele to istna przyjemność. Zresztą co niedziele jeździmy na basen i tam to jest radość dopiero. Dzisiaj nawet nurkowała, co pomimo moich obaw nie zrobiło na niej absolutnie żadnego wrażenia. Nawet nie stęknęła.

Jest mnie tutaj zdecydowanie za mało. Nie mam nawet czasu czytać czy komentować wpisów u kogoś, a co dopiero napisać coś u siebie, ale muszę się jakoś ogarnąć. Wynika to z tego że nałożyło nam się mnóstwo spraw do załatwienia, więc praktycznie cały dzień jestem sama w domu z Nelą, a wieczorami to trzeba trochę ogarnąć mieszkanie, obgadać pewne sprawy z Ł, poczytać, poszukać, podjąć mnóstwo ważnych decyzji. Budowa domu plus małe dziecko, a do tego Ł. ma jeszcze w weekendy zajęcia na uczelni (zachciało mu się drugi kierunek studiować - jeszcze 3 semestry i koniec) to raczej nie jest najszczęśliwsze połączenie. Trochę to wszystko przytłaczające, zwłaszcza że te domowe sprawy to głównie na papierze się dzieją, budowa rusza wiosną, ale ilość decyzji do podjęcia jest przytłaczająca.

Trochę dziś taki misz masz powstaje, ale trudno. U siebie jestem to mi wolno :) Jeszcze o jedzeniu będzie. Nela zaczęła jeść coś innego niż mleko. Ma swoje krzesełko, w którym uwielbia siedzieć ( na wakacjach zaczęła siadać) i jedzenie zasadniczo jej smakuje. Warzywa, mięsko, kaszki i owocki wcina aż się jej uszy trzęsą. Jedyne co to do jabłka jest sceptycznie nastawiona i grymasi. Początkowo próbowaliśmy blw, oj jaka ja byłam nakręcona. Żadnych papek, żadnych łyżeczek, żadnego karmienia. O tak było by pięknie! Dziecko me o ile każdą zabawkę i inną rzecz bardzo chętnie i nieustanie wkłada do buzi i trafia do niej bez problemu to jedzenia już sama nie weźmie. Do tego jedzenie w kawałkach to hmm wypluwa jak katapulta z miną w stylu czy ty kobieto oszalałaś?! Do tego stopnia że gdy dostała krem z dyni z mięciutkim ryżem, była wstanie tak to zjeść że zupka zjedzona a biały wylizany ryż wypluty. No, ale się nie poddaję i codziennie próbuje jej dać coś co nie jest papką.

4 komentarze:

  1. O, wpisywałam adres Twojego bloga bez przekonania, a tu taka niespodzianka - nowy wpis. Dobrze wiedzieć, że u Was dobrze, choć czasu mało ;-) Ja jeszcze mam chwilę, by poczytać blogi, ale wkrótce dzidzia będzie mniej spać, a nas będzie czekać wykańczanie mieszkania, więc pewnie doskonale zrozumiem, o czym tu dziś piszesz. Pozdrawiamy was serdecznie i życzymy przespanych nocy... U nas 2-3 pobudki to przespana noc ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, te początki z noworodkiem to jednak zupełnie coś innego. W sumie to trochę mi tęskno za takim okruszkiem.
      Wam również przespanych i długich nocek no i uściski dla Witka :)

      Usuń
  2. I tak Was podziwiam z tą budową domu. My nawet nie ruszyliśmy z tematem i chyba na razie odpuścimy. A ja ledwo napisałam, że Wojtek polubił się ze spacerówką, a ostatnio było marudzenie. Podejrzewam, że niewygodnie mu w tylu warstwach.
    Odnośnie jedzenia. Ja też byłam taka nakręcona na to blw, ale w ogóle nam to nie szło. Mój Wojtek lubi papki, ale też próbuję z różnymi konsystencjami. Daję mu co dzień coś do podziamgania i widzę postępy, także Nelka na pewno niedługo też się przekona. Trzeba się zdać na intuicję i trochę dostosować do dziecka. Buziaki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ubieranie w tą pogodę to dramat, a co to będzie zimą?! W sumie nie dziwne że dzieciaczkom trochę nie wygodnie a tu jeszcze pady wózka blokują wolność ;)
      Buziaki!

      Usuń