niedziela, 26 marca 2017

Takiej to nie zadowolisz...

Kobietę jest ciężko zadowolić, a kobietę na końcówce ciąży to chyba się nie da. Dziś mamy niedzielę, czyli mój 38+5 tydzień ciąży. W czwartek byłam na wizycie, na którą szłam ze spakowaną torbą i bojowym nastawieniem: w weekend urodzę. A tu psikus. Tak jak moje wyniki ostatnio spadały to teraz mój organizm wziął się w garść i jest lepiej. Tak, tak powinnam się cieszyć, ale zniknął powód to wywoływania porody. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo jestem świadoma że Dziewczynce w brzuchu jest dobrze, nabiera jeszcze odporności i nie ma co na siłę jej poganiać, ale z drugiej już tak bardzo bym chciała ją tulić w swoich ramionach. Przekonać się na własne oczy, że wszystko jest dobrze i zacząć nasze życie we troje. A Dziewczynka głucha na argumenty ;) Szyjkę mam długą jak u żyrafy, twardą, a łożysko prawie jak nowe. Pani doktor powiedziała, że bardzo się zdziwi jeśli coś zacznie się dziać przed 4 kwietnia. Zaleciła dużo seksu i porządki domowe :D Kolejna wizyta 3 kwietnia. Wtedy też zrobimy KTG. Natomiast jeśli z szyjką do tego czasu nic się nie ruszy to dostanę jakieś leki aby ją trochę zmiękczyć. No nic zobaczymy jak będzie. Nie pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać, aczkolwiek ta końcówka, każdy dzień i każda noc ciągnie się niesamowicie powoli.

piątek, 17 marca 2017

Końcóweczka

Dotrwaliśmy. Do wyliczonego terminu porodu zostało mi 18 dni. Co jest trochę płynne, bo inny termin wychodzi z usg, inny z ostatniej miesiączki, a jeszcze inny z daty transferu czy punkcji jajników. Jednakże te różnice są niewielkie. W zeszłym tygodniu byłam na wizycie (36+0) i pani doktor oznajmiła, że gdyby Dziewczynka miała już ochotę poznać świat zewnętrzny to ona nie widzi żadnych przeciwwskazań. Wszystkie narządy są w pełni rozwinięte, tylko jeszcze dobrze by było gdyby nabrała trochę masy. W zeszłym tygodniu było 2500g, według jakiś tabelek, wyliczeń i mądrej maszyny do usg wychodzi z tego że w terminie porodu Dziewczynka powinna ważyć 3000-3300 g.
Tak więc wszyscy jesteśmy gotowi!

Co tu ukrywać końcówka ciąży jest ciężka. Ciężka w dwóch aspektach. Fizycznym i emocjonalnym. huśtawka hormonalna i łzy - momentami sama siebie nie poznaję. Ostatnio nawet doszłam do wniosku, że mdłości w początkowych miesiącach były przyjemniejsze. Fizycznie jest ciężko, brzuch ciąży i ciągnie. Biodra bolą, tak samo jak kręgosłup. Pojawiają się jakieś pojedyncze skurcze, nie są one bolesne ale powodują duży dyskomfort. Pewne czynności higieniczne też sprawiają coraz większy problem i wymagają dość dużej gimnastyki. Bez pomocy Ł. było by mi bardzo ciężko. Kondycję mam fatalną! Sapie jak stara babcia. A po codziennym (albo prawie codziennym) spacerku przeklinam każdy z 43 schodów gdy wchodzę do domu :D Marzę o windzie! Najbardziej brakuje mi snu, bo sypiam tragiczne. Pomiędzy 22 gdy idziemy spać, a 6 rano gdy Ł. wstaje do pracy średnio mam 5 pobudek. A to potrzeba wizyty w toalecie, a to z bólu bioder, a to znowu Dziewczynka szaleje w brzuchu. W ciągu dnia wcale nie jest lepiej. Drzemki po 40 minut i finito. Do tego dochodzą problemy z ciśnieniem i żelazem. Coraz bardziej zbliżam się do anemii, ale pani doktor nie chce mi wprowadzać leków na samej końcówce.

Kolejna wizyta 23 marca, czyli już całkiem niedługo. Wtedy też będziemy rozmawiać o porodzie. Najprawdopodobniej będę próbować rodzić siłami natury. Byłam już na konsultacji u anestezjologa i nie mam żadnych przeciwwskazań do znieczulenia zewnątrz-oponowego. Dziewczynka jest obrócona główką w dół, więc jeśli tylko jej główka i moja miednica będą ze sobą współgrały to chcę spróbować. Pomimo tego iż boję się bardzo. Bólu, tego czy dam radę, czy wszystko będzie dobrze. Aczkolwiek cesarskie cięcie budzi we mnie podobne odczucia. W tym wszystkim najważniejsze jest oczywiście zdrowie Dziewczynki i lęk czy aby na pewno wszystko będzie dobrze. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki o których pisałam w poprzednim akapicie, pani doktor wspominała o indukcji porodu naturalnego ciut wcześniej niż wyliczony termin, ale pod warunkiem że szyjka zacznie się chodź trochę skracać, a w ktg będzie zaznaczona jakaś aktywność skurczowa. Im dalej w las tym moje wyniki są gorsze, więc i lekarz i położna mają obawę że jeśli mnie przetrzymają do tego 4 kwietnia lub dłużej, mogę fizycznie nie być w stanie urodzić. Więc czekamy do czwartku i zobaczymy co dalej, no chyba że Dziewczynka zrobi nam jakiegoś psikusa trochę wcześniej ;)

poniedziałek, 13 marca 2017

Potrzeby młodego człowieka

Dzisiaj będzie o potrzebach małego człowieka - tych materialnych, a przynajmniej o moich wyobrażeniach tych potrzeb. Czyli o wyprawce, która niecierpliwie czeka na Dziewczynkę. Piszę to głównie po ty aby za kilka miesięcy bez problemu móc tutaj wrócić i ocenić nasze wybory co by ewentualnych błędów przy drugim dziecku nie popełnić.

Chyba najłatwiejszym elementem kompletowania wyprawki były ubranka. Po rozeznaniu w internecie i wśród znajomych mam ile czego i w jakim rozmiarze zasiadłam do komputera i zakupy po raz pierwszy sprawiały mi radość. Starałam się nie zachować zdrowy rozsądek i umiar co do ilości i chyba nawet mi się udało :) Skupiłam się na 4 sklepach: h&m, smyk, reserved i endo. Kolorystycznie to jest różnie, na pewno nie mamy ciuszków typowo dziewczęcych czyli różowo-różowych z różem na czele :D Dominują kolory neutralne, czyli szarości, biele, beże, granaty, żółcie, ale róż i typowo "kobiece" elementy też się pojawią. Bierze się to z tego, że ani ja ani Ł. fanami słodkiej różowości nie jesteśmy, a nie ma co ukrywać takiemu maluchowi to wszystko jedno w jakich kolorach i wzorach podbija świat, byle by tylko było wygodnie, sucho i ciepło :)

Kosmetyczno - higieniczne zakupy też były raczej z tych prostszych. Zaufałam doświadczeniu położnych i zdałam się na produkty polecane właśnie na szkole rodzenia. Zwłaszcza, że są to rozwiązania bliskie mojemu światopoglądowi. Po co używać specjalistycznych środków do kąpieli maluszka, gdy nie wiemy czy będzie miał jakieś problemy skórne. Sama woda z dodatkiem naturalnych kosmetyków powinny wystarczyć. Tak samo jak nie widzę (przynajmniej na obecną chwilę) potrzeby wsmarowywania w to małe ciałko mnóstwa kremów, oliwek czy balsamów. Zawsze jeśli będzie taka potrzeba to wiem co należy zakupić, a że najbliższa apteka czynna 24h 7 dni w tygodniu jak i tesco mamy 3 minuty od domu to też nie widzę potrzeby aby robić zapasy na jakieś " a może się przydać".
Tak jak większość rodziców zamierzamy korzystać ze standardowych pieluch jednorazowych, te eko-wielorazówki jakoś do mnie nie przemawiają z wrodzonego lenistwa. czy to będą pampersy czy jakieś pieluchy z lidla czy biedronki to czas pokaże. Oczywiście pieluszki tetrowe, bambusowe, muślinowe i otulacze zajmują mi pół szuflady, ale one to do zupełnie innych celów ;) Jednym chyba nietypowym wyborem jest sprzęt do kąpieli, zamiast standardowej wanienki zdecydowaliśmy się na wiaderko (klik).

Jednym z najważniejszych wyborów i naszym pierwszym zakupem dla Dziewczynki był fotelik samochodowy. Priorytetem dla mnie było bezpieczeństwo i wyniki w testach zderzeniowych. Wiem, że każdy ma mieć prawo inne zdanie na ten temat, ale ja uważam ze dziecku można kupić używane wszystko i na większości rzeczy można pooszczędzać, ale fotelik to jest ta rzecz gdzie cena nie powinna być naszym priorytetem. Przeczytałam chyba wszystko co można na ten temat i ostatecznie wybieraliśmy pomiędzy fotelikiem recaro privia, a kiddy evoluna isize. Ostatecznie wybór padł na ten drugi (klik). Głownie za sprawą tego iż można go rozłożyć do trochę bardziej płaskiej pozycji (ale nie do idealnie leżącej). Jest to fotelik montowany tylko i wyłącznie z bazą isofix (nie ma opcji by zapiąć go pasami), co w naszym przypadku nie było żadnym problem gdyż oboje mamy w samochodach ten system. profilaktycznie sprawdziłam każdy dziadek też go posiada ;). Przemontowanie tej bazy z samochodu do  samochodu gdy już wiemy jak się za to zabrać zajmuje około minuty, więc to żaden problem. Jednym minusem tego rozwiązania może być fakt, że w małych samochodach gdy zamontuje się fotelik to tracimy miejsce dla pasażera z przodu ( u mnie na przykład przedni fotel dotyka schowka), ale już w standardowych samochodach n ie ma tego kłopotu.

Po wyborze fotelika przyszedł czas na wózek. Naszym założeniem było to aby był lekki, można było do niego zamontować fotelik, łatwy w składaniu i wszedł do mojego bagażnika, bo do bagażnika Ł. to pewnie damy radę wstawić cały wózek bez składnia ;) Chcieliśmy też wózek 2w1, czyli gondola i spacerówka. Dużym utrudnieniem było to, że nie zrobiliśmy założenia ile chcemy na wózek przeznaczyć, co z perspektywy czasu wiem że było błędem, bo ułatwiło i zawęziło by nam to wybór. Tym sposobem przeszliśmy przez raczej tańsza półkę wózków (ok2 tys) typu Adamex czy Anex, poprzez średniaków (3,5tys) Xlander, Mutsy kończąc na tych już drogich (ok 5 tys) typu Joolz.
Co tu ukrywać w wózku Joolz zwłaszcza w jednej z limitowanych serii zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Wizualnie był idealny. Super się prowadził, był dopracowany z każdym najmniejszym detalu i generalnie skradł moje serce. Jego głównym minusem była cena właśnie, ale decydującym aspektem było składanie. Zupełnie nie intuicyjne, ale to bym  mu jeszcze wybaczyła i się nauczyła, no problem. Problemem była spacerówka kubełkowa, która składała się w dwóch częściach tzn stelaż osobno i całe siedzisko nieskładane osobno, takiego zestawu to żadnym cudem nie zapakowałabym do mojego samochodu. Adamex i Anex odpadły głównie z powodu wagi (zwłaszcza Adamex), i to były też wózki dość toporne tzn przy moich 160cm i niewielkiej posturze (pomijając brzuch) były po prostu śmiesznie duże. Może my też mieliśmy pecha do oglądanych modeli w sklepie, ale to też były wózki w których najczęściej coś tam skrzypiało czy budziło nasze wątpliwości. Bardzo pobadał mi się Xlander, zwłaszcza jego umiarkowana terenowość, ale nie współgrał z fotelikiem. Ostatecznie stanęło na Mutsy Igo (klik). Z testów na sucho jestm bardzo zadowolona. Jest lekki i rozłożenie czy złożenie nawet z brzuchem nie stanowi żadnego problemu, ciekawa jestem jest się sprawdzi z pasażerem w środku

Eh miało jeszcze być o pokoju dla malucha bądź kąciku sypialnym, ale to już następnym razem, bo coś długie czytadło mi z tego powstało.