piątek, 30 września 2016

Burza przed ciszą

Data 4.10.2016 jest w moim kalendarzu zaznaczona wykrzyknikiem, dużym i czerwonym. Właśnie w najbliższy wtorek zaczynam 14 tydzień ciąży, czyli 2 trymestr. Według dwóch ginekologów, jednego chirurga, dwóch pielęgniarek, całej masy koleżanek i (prawie) całego internetu drugi trymestr powinien być wspaniały. Bez mdłości, wymiotów, słabości generalnie wszyscy rysują mi jego wizję jakby świat miał nagle zabarwić się na różowo i miały pojawić się jednorożce. Intuicja mi jednak podpowiada, że jednak odrobinę mnie oszukują...

Nie wiem czy to chwilowy spadek formy, ale ostatni tydzień to jest jakiś dramat i to w trzech aktach. Przed poprzednim weekendem złapałam przeziębienie. Na szczęście szybko je wygoniłam domowymi sposobami. Tegorocznym odkryciem jest sok/syrop z pigwy, razem z herbatą zdziałał cuda :) Weekend przeleżałam w łóżku i zrobiłam milion planów na tydzień. Chciałam się zapisać na warsztaty szycia na maszynie, wybrać się na zakupy, zrobić porządek w szafie, a tu klops. Forma spadła okrutnie. Mdłości męczą mnie od początku ciąży raz słabiej raz mocniej, ale da się z nimi żyć. Wymioty pojawiały się sporadycznie, ale wszystko uległo zmianie. Od tygodnia rano i wieczorem czule obejmuję toaletę. Już nawet mam dużą poduszkę blisko ubikacji, bo od kafelek na podłodze mi zimno. Żołądek wywraca mi na drugą stronę. Rano jeszcze jakość sobie radzę, nie jest tak źle, ale wieczory są koszmarne. Najchętniej bym spała na siedząco, bo wtedy jakoś najmniej mnie mdli. Co zaskakujące zaczęły mnie również drażnić zapachy. Pasta do zębów miętowa to zło, tak samo jak krem do rąk, zapach herbaty, o zapachu octu (kochani sąsiedzi rozbili na klatce schodowej) już nie wspominając. Tak więc z całych sił zaciskam kciuki, aby przepowiednie o drugim trymestrze okazały się prawdziwe.

W poniedziałek idę do lekarza, może coś poradzi na te wymioty, bo kropelki imbirowe to hmm nawet jako placebo już nie działają. Ciekawa też jestem czy potwierdzi płeć maluszka, bo aż mnie korci aby zacząć planować jakieś zakupy.

czwartek, 22 września 2016

Badania prenatalne

We wtorek byliśmy na badaniach prenatalnych. To oczekiwanie było najgorsze, wiem że powinnam unikać stresów i Ł. cały czas mi powtarza że mam być spokojna, bo to nie tylko o mnie chodzi. Ale jak tu zachować spokój gdy chodzi o zdrowie własnego dziecka. Klinika w której się leczymy prowadzi również badania prenatalne i oczywiście namawiali nas by wykonać je u nich. My jednak wybraliśmy zupełnie inne miejsce. Z racji tego, że oboje moi rodzice pracują w służbie zdrowia, a tata w szpitalu w którym jest jedna z lepszych porodówek i oddziałów patologi ciąży na Śląsku to wybór lekarza prowadzącego ciąże mieliśmy bardzo ułatwiony. Tak się złożyło, że pani doktor prowadząca (PDP) wykonuje również badania prenatalne, więc oczywistym faktem było że to właśnie do niej się zgłosimy.

Nadszedł czas badania. Punktualnie co do minutki o godzinie 18 zostaliśmy poproszeni do gabinetu. Najpierw gratulacje ( PDP zna już naszą historię i konsultowałam z nią nasze wyniki przed invitro), później lista pytań. Począwszy od chorób w rodzinie, jakiś dotychczasowych nieprawidłowości, ale też pytanie o datę transferu, pobrania komórek jak i rodzaj ich zapłodnienia. To wszystko było potrzebne aby wyliczyć prawdopodobieństwo chorób genetycznych. Jeszcze przed USG zaleciła wykonanie testu PAPPA, ja do niego po przeczytaniu chyba całego internetu nie byłam przekonana, ale zalecała, więc się zdecydowaliśmy.

Maluszek był piękny i tak dobrze widoczny, że aż ciężko było uwierzyć że taka mała istotka żyje sobie w moim brzuchu. Trochę się wiercił, ale generalnie dał sobie zbadać wszystko co było trzeba. Wszystko jest prawidłowe. Organy, kości i wszystkie przepływy czy też przezierności były piękne i idealne. Nawet już paluszki było widać. Maluch ma 5,5 cm. Serducho mu biło szybko bo aż 171 razy na minutę, PDP powiedziała że nie trzeba się tym przejmować bo zazwyczaj w czasie takich badań maluchom udzielają się emocje i to dlatego. W czasie wcześniejszych badań było idealne 160. Podpytaliśmy też o płeć. PDP powiedziała aby ścian jeszcze nie malować, ani nie da sobie nic za tą informację obciąć, ale na jej oko będzie dziewczynka.
 Jak wyszliśmy z gabinetu to kamień spadł mi z serca. Czułam się tak lekko i było mi tak dobrze, że z tego wzruszenia w samochodzie się popłakałam. Kolejne badania prenatalne za równe 8 tygodni, czyli w 20 tygodniu ciąży.

Sposób prowadzenia badania przed PDP tylko potwierdził, że to był dobry wybór lekarza. Cały czas do nas mówiła i opowiadała co widzi i co to oznacza. Gdybym tylko mogła to bym sobie tą naszą Kruszynkę chciała codzienne pooglądać na monitorze. Tak swoją drogę to chyba się dzieciakowi to podglądanie nie spodobało, bo mdłości, które na chwile się uspokoiły powróciły ze zdwojoną siłą i to nie tylko w postaci mdłości ale i wymiotów. Wczoraj cały wieczór zaprzyjaźniałam się z podłogą w toalecie, tak więc jak to Ł. mówi czuję się jak rozjechany kot. Pomimo tego iż czuję się gorzej to gdy wiem, że z Małym Człowiekiem wszystko dobrze to jakoś łatwiej znosić te niedogodności.
Ze zmian w swoim ciele to wciąż mam tylko 1kg na plusie w porównaniu do dnia punkcji, tak więc po raz pierwszy w życiu dobiłam do prawidłowej wagi i żaden lekarz już by się nie krzywił iż za chuda jestem :D Za to rośnie brzuszek, u koleżanek na podobnym etapie ciąży jeszcze nie było nic widać, a ja jak ubiorę koszulkę albo bardziej przylegający sweter to widać już zarysowany brzuszek. Co jest o tyle kłopotliwe że czas na znienawidzone zakupy, bo dopinają mi się tylko jedne spodnie :D Czas też się wybrać po nową bieliznę, bo piersi też trochę urosły tzn na tyle że dotychczasowe staniki to już za bardzo gniotą, więc ku radości Ł. aktualnie nimi gardzę ;)

wtorek, 13 września 2016

Razem

Jesteśmy w ciąży. Takie z zdanie z moich ust nie padnie nigdy. W ciąży jestem ja, a nie Ł, ani tym bardziej my oboje. Oboje spodziewamy się dziecka i oboje zostaniemy rodzicami. Każde z nas przeżywa moją ciąże w różny sposób. Siłą rzeczy, to tylko mnie trapią mdłości i wymioty, to tylko ja dostaje codziennie zastrzyki w brzuch, to ja nie mogę wielu rzeczy jeść ani robić i to mnie dopadają ciążowe hormony które robią ze mną płaczliwą i emocjonalną kluchę. Za to Ł musi codziennie rano patrzeć na moje łzy gdy wbija się igłą w brzuch, znosi z anielską cierpliwością moje wieczne "nie mam siły", i głaszcze po głowie z dużym współczuciem gdy męczą mnie mdłości. Nie ma co ukrywać kobieta w tej sytuacji zawsze ma pod górkę bardziej niż facet. Mimo, że to ja odczuwam wszystkie dolegliwości, to też ja będę szybciej i silniej czuła ruchy naszego Małego Człowieczka. Nie uważam, że ciąża i tematy dookoła to tylko moja sprawa i nie powinnam do tego mieszać męża. Na każda wizytę do lekarza idziemy razem. Głównie dlatego, że na tych wizytach jest sprawdzane jak czuję się nasze dziecko. NASZE to jest słowo klucz i pomimo że jest w moim brzuchu, to w takim samym stopniu się o nie martwimy i w takim samym stopniu jesteśmy ciekawi co tam u niego słychać. Nie wyobrażam sobie sama chodzić na te wizyty. Ł. przydaje się też z kilku prozaicznych powodów, przypomni że chciałam o coś zapytać, zapamięta odpowiedź lekarza i jak mi już emocje opadną to wszystko przypomni.

Do wczoraj myślałam, że tak to wygląda u wszystkich tych, którzy mają ochotę wspólnie przejść tę drogę. Rozumiem też pary, które podchodzą do tego bardziej "zadaniowo" niż emocjonalnie i nie odczuwają potrzeby wspólnych wizyt. Jednak chyba jest też inna kategoria przyszłych rodziców... Tych którzy by chcieli, a z powodu własnych ograniczeń nie mogą. Wczoraj rano zaciekawiało mnie od którego tygodnia ciąży jest wykonywane usg przez brzuch, a nie dopochwowo. Czysta ciekawość i nic więcej. Oczywiście wpisałam odpowiednią frazę w googlach i znalazło mi milion odpowiedzi. Kliknęłam na pewne forum i przeżyłam pierwszy szok. Pytanie było skonstruowane podobnie, czyli: "Od kiedy w ciąży jest wykonywane USG przez brzuch..." ale to nie koniec ponieważ druga część pytania brzmiała "... bo na takie dopochwowe wstydzę się iść z mężem". Odrobinę mnie zatkało. Ja wiem, że to może nie być komfortowa sytuacja, ale kto jak kto to ale mąż/partner skoro jesteśmy w ciąży, a on jest ojcem to raczej widział już te kluczowe części ciała. Tutaj głównym powodem niechęci był wstyd, troszkę to dla mnie nie zrozumiałe, ale wciąż akceptowalne. Jednakże kilka postów niżej jakaś pani również wyraziła zainteresowanie tematem, że od kiedy, bo też by chciała iść z mężem, ale mąż powiedział że nie chce oglądać gdy ktoś inny obojętnie czy kobieta czy mężczyzna wkładają coś w jego żonę i to coś w dodatku ma na sobie prezerwatywę. No ręce mi opadały. Nie wiem może ja po prostu nie znam takich osób, którym wizyta u ginekologa kojarzy się z seksem czy w jakikolwiek sposób jest erotyczna. Dla mnie lekarz to lekarz. Ten do którego obecne chodzę może być uznany za przystojnego, ale ani razu leżąc na fotelu ginekologicznym nie przeszło mi przez myśl  nic związanego z seksem. To jest troszkę abstrakcyjne jak dla mnie. Zrobiło mi się żal tej kobiety, która chciałaby poczuć wsparcie męża, a który zamknął się w jakieś "klatce" ze swoimi myślami.

No to tyle moich przemyśleń :D Teraz czas na Małego Człowieka, bo wczoraj byliśmy na wizycie. Wszystko pięknie i wzorcowo. Mały Człowiek ma już 4,5 cm i dokładnie było widać głowę, ręce, nogi, nawet kolana :) Cudowny widok. Za tydzień idziemy an badania prenatalne i wtedy to sobie dokładnie pooglądamy tego Małego Człowieczka. Z takich ciekawostek to dostałam krople na mdłości, po powrocie do domu kochany mąż w szklance wody rozpuścił 10 kropelek i dał mi do wypicia. W szklance były równo dwa łyki. Pierwszy przeszedł gładko, natomiast drugi w połowie drogi zawrócił kierunek i ledwo zdążyłam do toalety. Krople przeciw mdłością okazały się działaś na mnie silnie wymiotnie :D rano podeszłam do próby numer dwa, tym razem 10 kropli na łyżkę z wodą co by ograniczyć ilość płynu, bo paskudne są straszne. Tym razem zostały w żołądku, ale poprawy to ja nie zauważam, daje im2 dni, po tym czasie jeśli nie poczuję się lepiej to idą w odstawkę.

PS. Zobaczcie sobie FILMIK , tylko uprzedzam jak Ł. mi wczoraj pokazał to moje wzruszenie osiągnęło bardzo wysoki poziom.

piątek, 9 września 2016

Ciążowe dolegliwości

Po urlopie dzielnie przez tydzień chodziłam do pracy. Moje dni wyglądały następująco: pobudka, praca, obiad, drzemka, Ł. mnie budził brałam prysznic i wracałam spać. Tak więc od wtorku jestem na L4. Pracy nie mam męczącej ani tym bardzo fizycznej, ale jak to w każdej pracy trzeba być w formie przez cały czas, a nie tylko przez 30% czasu pracowego. Mdłości i senność da się przetrzymać, ale czynnikiem decydującym o moim tymczasowym odpoczynku było zbyt niskie ciśnienie. Generalnie wszystko co wymaga stania mnie przerasta, suszenie włosów, kolejki do kasy w sklepie, gdy siedzę jest dobrze, ale czasem zrobi mi się ciemno przed oczami i uginają się nogi gdy wstaję. Tak więc zapadła decyzja o odpoczynku.

Ciekawa jestem czy okaże się prawdą iż w 12 tygodniu nieprzyjemne symptomy ciąży ustąpią. Najbardziej denerwujące są mdłości, bo kończą mi się już pomysły co mogłabym jeść :D generalnie posiłki dzielę na dwie kategorie te po których mdli mnie tylko trochę oraz te po których kończę z głową w toalecie. Na kompletnie czarnej liście znajdują się jajka, truskawki, śliwki, kawa (nawet sam zapach), mleko, tłuste potrawy np placki ziemniaczane. Największym problem są śniadania, bo niby musli czy granola z mlekiem brzmią super i były by super gdybym je jadła bez mleka, chleb też stanowi wyzwanie :D próbowałam już chyba każdego możliwego rodzaju pieczywa pszenne, pszenno-żytnie, żytnie, słonecznikowy chleb, orkiszowy, wieloziarnisty i co tylko mają w piekarni po każdym jednym mój żołądek wyprawia rewolucję.

Widzę też zmiany na ciele. Przede wszystkim piersi są większe i takie twardsze, przez co pewnie bardzo wrażliwe na dotyk. Waga jakoś specjalnie nie rośnie, dzisiaj rano było 50,2. Brzuch mam tak odrobinkę zaokrąglony, tak jakbym się bardzo objadła przez co niektóre bardzo obcisłe jeansy powędrowały w odstawkę, bo nie było mi w nich zbyt wygodnie. Codziennie wieczorem wcieram w siebie intensywnie oliwkę, bo jakoś wkręcił mi się lęk przed rozstępami, więc robię wszystko by się nie pojawiły. W najbliższy poniedziałek jedziemy do lekarza, ostatnio nasz mały człowieczek był oglądany dwa tygodnie temu - ale ten czas się ciągnie od wizyty do wizyty. Natomiast 20 września jesteśmy umówieni na badania prenatalne.

W związku moją przerwą w pracy, to dni mijają mi bardzo podobnie. Bardzo jednostajne, zwłaszcza że nie mam nadmiaru sił. Powoli ogarniam zdjęcia na komputerze. W weekend wybieramy się na koncert Natalii Przybysz. Są dni miasta, ale stanie i to w tłumie zbytnio mi nie posłuży, więc mamy zarezerwowany stolik w pobliskiej restauracji, oczywiście na zewnątrz. Więc takie dwa w jednym pyszne jedzonka + dobra muzyka :)

Tymczasem zmykam na przedobiednią drzemkę, bo popołudniu idziemy do rodziców Ł, więc głupio by było zasnąć u nich na kanapie ;)