środa, 29 czerwca 2016

3 is the magic number? Oh really?

Nasza trzecia inseminacja niestety nie okazała się być tą szczęśliwą. Poziom beta hcg poniżej 2 w 15 dniu po inseminacji. Krew byłam oddać rano w poniedziałek, krótko po 7. Zazwyczaj wyniki z tego laboratorium przychodzą na maila po 15, ale nie tym razem. Nie wiem czy mieli jakąś awarię czy tyle badan do wykonania, ale na wynik musiałam czekać do 21. To był ciężki dzień, który zakończył się łzami w łóżku.

Nie pisałam od razu, ponieważ musiałam ochłonąć. Uspokoić emocje. W tym pisaniu nie chodzi przecież o to aby łzy kapały na klawiaturę podczas pisania. W głowie mi teraz siedzi cała masa emocji, ale już nad nimi panuje i mogę spokojnie o tym rozmawiać i myśleć. Smutek, że się nie udało, poczucie niesprawiedliwości i żalu do losu, bo przecież tylu ludziom się udaje, po strach co jeśli nam się nigdy nie uda, kończąc na podekscytowaniu aby działać dalej.

Dzisiaj popołudniu mam wizytę w klinice u lekarza prowadzącego. Specjalnie umówiłam wizytę na dwa dni po planowanym teście, aby już wiedzieć co i jak by móc zaplanować dalsze kroki. Zobaczymy co ona dzisiaj powie i zaproponuje. My jesteśmy zdecydowani aby spróbować in vitro. Wydaje mi się, a co najważniejsze jest to potwierdzone przez lekarzy zajmujących się niepłodnością, że nie bardzo jest sens dalej ciągnąć inseminacje. Przedyskutowaliśmy temat chyba od każdej możliwej strony i chcielibyśmy spróbować może już za miesiąc? Początkowo myśleliśmy aby poczekać kilka miesięcy i pojechać na wakacje gdzieś do Azji w pierwszej połowie listopada, ale odpuszczamy temat. Na obecną chwilę urlop mamy zaplanowany na ostatnie dwa tygodnie sierpnia. Myślę, że dzisiejsza wizyta rozstrzygnie jak będą wyglądały nasze najbliższe miesiące.

Szczerze mówiąc to jestem przerażona. Ciężko nawet powiedzieć czym konkretnie, bo chyba wszystkim co tylko możliwe i wiąże się z in vitro. Zaczynając od tego że nam się nie uda, boję się tych zastrzyków i leków i tego jak się będę po nich czuła, punkcji i znieczulenia (jedyne znieczulenie jakie miałam do tej pory to te u dentysty po którym ewentualnie co to język zdrętwieje), tego że po pobraniu jajeczek okaże się że jednak są kiepskie albo że nie powstanie żaden zarodek, komplikacji po punkcji i mnóstwa innych rzeczy. Jestem świadoma, że te strachy to głównie z niewiedzy jak to jest, bo można przeczytać milion blogów i historii, a jednak każda jest na swój sposób unikatowa. Nawet jeśli zawsze u każdej kobiety szło by to tym samym schematem to co innego czytać, co innego przeżyć to na własnej skórze. Pierwsze razy z reguły są stresujące i budzą obawy...

czwartek, 23 czerwca 2016

O byciu niecierpliwym



Z natury jestem niecierpliwa. Nie znoszę na nic czekać na nic ani na nikogo. Aczkolwiek powoli się przyzwyczajam. Kocham punktualność. Nawet jeśli zdarzy mi się spóźnić na spotkanie z koleżanką, bo np. niespodziewany korek po drodze się przytrafił to zawsze o tym fakcie uprzedzam wcześniej. Nie rozumiem ludzi którzy potrafią przyjść i pół godzinny później z komentarzem „jakoś nie mogliśmy się zebrać”. Usprawiedliwione są tylko rodzice z małymi dziećmi ;) 

Na wakacje czy jakieś krótsze weekendowe wyjazdy też nie lubię czekać. Jednakże na ten rodzaj zniecierpliwienia mam już sposób, który pozwala nawet cieszyć się tym oczekiwaniem. Mianowicie LISTY. Tak więc tworzę listy list do zrobienia, listy rzeczy do zrobienia, do kupienia, do spakowania, rzeczy do sprawdzenia. To  samo w sobie jest przyjemne :D taki sobie ze mnie mały freak.

Teraz jednakże jest najgorszy typ czekania. Czekania na badanie poziomu bety. Na wizycie w czwartek tydzień temu okazało się, że są dwa piękne ciałka żółta, czyli teoretycznie mamy podwójną szansę. Dostałam nowe leki, tym razem Duphastom ( 1 tabletka rano i wieczorem).  Od czwartku przez jakieś 3 czy 4 dni żyłam sobie spokojnie z nastawieniem co ma być co będzie. Nie byłabym sobą gdyby się to nie zmieniło ;) Pewnie trochę temu winne są te tabletki, bo nie czuję się po nich najlepiej. Jest mi mniej niedobrze niż po luteinie, natomiast odczuwam lekkie zawroty głowy i generalnie osłabiona jestem bardzo. Nie wiem czy to winna leków czy jakiegoś mojego wewnętrznego niepokoju, ale ostatnio nie umiem się porządnie wyspać. Zwykle chodzę spać krótko po 22, a budzik dzwoni o 6. Przepisowe 8 godzin. Śpiochem jestem więc to jest dla mnie minimum. Tylko od weekendu budzę się w nocy po dwa razy, a tu zaschnie w gardle, a tu poduszka gniecie, albo za zimno, a zaraz za ciepło no i wędrówki to toalety.  Nie wiem jaki związek duphaston zawarł z moim pęcherzem, bo że zawarł to nie pozostawia cienia wątpliwości, ale zauważalnie częściej muszę korzystać z toalety.

Dziś mamy czwartek , test mam zrobić w poniedziałek. Poważnie się zastanawiam czy trochę nie oszukać i nie spróbować jutro albo w sobotę, a apteki omijam szerokim łukiem co by się oprzeć potrzebie kupienia sikańca.

środa, 15 czerwca 2016

3 is the magic number?


Ciekawa jestem czy nasza 3 inseminacja okaże się być tą szczęśliwą. Dodatkowo była przeprowadzona w poniedziałek 13 ;)

Weekend minął pod znakiem zastanawiania się czy pęcherzyk dotrwa, bo pani doktor miała pewne wątpliwości. W niedzielę rano ovitrelle. Tym razem Ł wcielił się w sadystę wbijającego mi igłę w brzuch, nie wiem czy to ja jestem tak nieodporna na ból czy to musi tak boleć, ale bolało brr.

Poniedziałkowy poranek nadszedł po ciężkiej nocy. Nie dość, że stresowałam się tym czy inseminacja dojdzie do skutku to jeszcze po osiedlu kręcili się ludzi bardzo ucieszeni z wygranego meczu. Krzyki, śpiewy, wuwuzele. Tak swoją drogą to jakiś tydzień może dwa temu gdy zobaczyłam na autach chorągiewki z flagą i pokrowce na lusterka to dobrą chwile się zmóżdżałam jakie kurde święto narodowe mamy w czerwcu i wychodziło mi że żadne. Dopiero radio mnie uświadomiło że to euro się zbliża ;D Ani ja, ani Ł. fanami oglądania sportu nie jesteśmy, aczkolwiek jak byliśmy na półfinałach MŚ w siatkówce w katowickim spodku to było całkiem fajnie. Ja rozumiem, że kibice się ucieszyli z wygranego meczu ale jakby nie patrzeć to tylko jeden mecz, a do jakiejkolwiek znaczącej wygranej jeszcze dłuuuga droga, więc moim zdaniem ta radość i zachwyt trochę przedwczesny jest.

Wracając do meritum. Nic mi nie popękało przez weekend i tym sposobem w jednym jajniku było 18 i 23 mm, a w drugim 16. Endometrium 11mm. Jak stwierdziła pani doktor nie ma znaczących różnic u mnie pomiędzy stosowaniem Clo a Lametty. Sama inseminacja już standardowo, jakieś 1,5 godziny czekania na obróbkę nasienia, potem raz dwa podane i 15 minut leżenia.

Tak jak poprzednim razem pojawiło się delikatne plamienie, ale podchodzę do niego już bardziej na spokojnie i nie dopatruję się w tym jakichkolwiek znaków. W czwartek jadę na wizytę sprawdzić czy wszystko popękało i zaczynam czekać na 27 czerwca, wtedy będę robić test ciążowy.
Oczekiwania i nadzieje, chyba jak zawsze są duże. Zwłaszcza, że to nasze ostatnie podejście. Dwóch niezależnych lekarzy stwierdziło, że nie ma sensu próbować po raz kolejny. Tak więc jeśli za te kilkanaście dni nie zobaczę pięknej bety to pozostaje nam in vitro. Na obecną chwilę jesteśmy zdecydowani aby próbować od razu nie robić jakieś dłuższej przerwy, no ale zobaczymy jak będzie. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak dbać o siebie, zaciskać kciuki i mieć nadzieje na ciąże.

3 is a magic number

piątek, 10 czerwca 2016

Konsultacja

To nie jest tak że nie ufam lekarzowi ani klinice w której się leczymy. To był świadomy wybór i jestem z niego zadowolona, ale lekarz to też człowiek. Bez względu na jego wiedzę i osiągnięcia błędy czy też przeoczenia mogą i się zdarzają. Dlatego też skoro miałam możliwość konsultacji to skorzystałam z niej bez chwili zastanowienia. Lekarz u którego byłam wczoraj pracuje w poradni którą prowadzi mój tata. On sam mnie umówił na wizytę i pojechałam po pracy do szpitala. Chwilę musiałam poczekać. W między czasie pojawił się jakiś młody ginekolog, który skutecznie podniósł mi cieśninie ( co w sumie dobre, bo z natury mam za niskie, czasem tak niskie że pas do biegania mierzący tętno nie wykrywa bicia mojego serca ;) ). Wiem, że nie straszę ludzi swoim wyglądem, a buty na obcasie i pracowa sukienka dodają raczej urody niż ją odejmują, aczkolwiek uważam że komentarze typu "o jaka ładna dziewczyna to może ja ją zbadam doktorze" albo " nie widziałem że masz taką ładną córkę" ze strony ginekologa są zdecydowanie nie na miejscu. Na szczęście szybko został ustawiony do pionu :D

Sama wizyta przebiegła bardzo sympatycznie. Okazało się, że już byłam kiedyś u wizycie u tej kobietki. Ona generalnie zajmuje się trudnymi przypadkami kobiet już w ciąży, ale ściśle współpracuje z jedną z klinik leczenia niepłodności. Wiem też, że jeśli nam się uda i zajdę w ciąże, to ona będzie moim lekarzem, pomimo że przyjmuje  25 km od domu. Potwierdziła to co już wiemy, czyli na papierku jest wszystko dobrze. Mówiła, że mogłaby się przyczepić się do dwóch rzeczy. Moje wysokiego AMH, ponieważ gdy jest za wysokie (ja mam ponad 4) to tych pęcherzyków jest bardzo dużo i mogą być niedojrzałe, ale skoro rosną i pękają to nie ma problemu. Druga rzecz to plemniki, jest ich dużo, mają bardzo dobry ruch, ale ilość o nieprawidłowej budowie jest dość duża, ale wciąż w normie, ale inseminacja rozwiązuje ten problem. Wszystkie badania mamy zrobione i nie ma już w sumie czego badać dalej. Trzeba trzymać kciuki i próbować. Proponowała nam też innego lekarza, ale to nie dlatego że ten u którego się leczymy jest kiepski. Zna panią doktor i wie że jest kompetentna i doświadczona. Lekarz o którym mi mówiła pracuje w innej klinice i to właśnie z nim współpracuje na co dzień i jak to mówiła " ręczy za niego głową i wszystkimi kończynami". Na obecną chwilę nie zmieniamy lekarza, ale kto wiem może po tej inseminacji która jest przed nami (jeśli coś nie wyjdzie) warto będzie przynajmniej z nim porozmawiać skoro mamy taką możliwość bez długiego czekania na wizytę. Gdy dzwoniłam tam zapytać o najbliższy wolny termin to podali datę za 8 czy 9 tygodni...

Tymczasem wczoraj skończyłam brać Lamette, jakichkolwiek objawów brak i bardzo dobrze :) W sobotę rano jadę na wizytę. Szkoda tylko że na 9:30, bo z domu muszę wyjść koło 8:30 a to oznacza pobudkę przed 8. Co jak na sobotę jest dla mnie środkiem nocy! Potem szybkie zakupy (jak ja kocham wyprzedaże w Mango) i jeśli tylko nie będzie padało to mój plan przewiduje 60 km na rowerze. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)